To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Ogień i Lód
Przystań miłośników prozy George'a R. R. Martina

Filmy - Opowieści z Narnii

clegane - 07-01-2006, 12:23
Temat postu: Opowieści z Narnii
Jestem na świeżo po seansie.

Co mnie urzekło? Własciwie dwie rzeczy. Reszta filmu była, hmm... na poziomie, chociaż nie wbiła mnie w fotel. A na to właśnie liczyłam.

Muzyka - świetny soundtrack, kojarzył mi sie z utworami Enyi, ale się nie nudizł. Co przy utowrach w/w pani zdarza mi się zauważyć. No i swing, miła odmiana po typowo podniosłych utworach. :)

Czarownica - Tilda Swinton absolutnie genialna w tej roli. W normalnym świecie kobieta tego pokroju rzucałaby w męża nożami kuchennymi. ;] Pamiętam serial, gdzie Białą Czarownicę przedstawili jako szeroką w barach brunetkę o niespotykanym rozstawie szczęk. Pani Swinton była o tyle niepokojąca, co niewielka i chudziutka przy danej jej mocy.

I Bobry, jako bonus. Hyhy.

Przyznam także, że to drugi - po Misji Kleopatra - film fabularny, gdzie polski dubbing m się podobał. Szczególnie Krzysztof Kowalewski, jako Bóbr. :D

Ach, no tak. Jeszce jedna rzecz mnie zachwyciła - trailer do drugiej części Piratów z Karaibów. ;)

nocnadeli - 07-01-2006, 9:26

AAAAAAAAAAA! A ja jeszcze nie byłam i jestem nieszczęśliwa. Pani Admin! Będziemy dzisiaj nadrabiać zaległości, coś tak czuję :D .
Bardzo chciałabym zobaczyć, ajk została zekranizowana jedna z moich ulubionych książek z dzieciństwa. Pamiętam, że z wypiekami na twarzy czekałam, co będzie po drugiej stronie szafy, no i ten Lew...
A Piratów z Karaibów też się swoją drogą nie mogę doczekać :D . Hej, ho, na umrzyka skrzyni... :twisted:

Nameless - 07-01-2006, 10:25

Film może być, ale taki rewelacyjny to znowu nie jest. Muzyka, jak Clegane napisała jest fajna, ale fabuła już trochę jakoś naciągana.
Za to ostatnia scena bitwy jest super zrobiona, czułem się jakbym grał w Heroes of Might & Magic III.
W sumie niezłe widowisko, ale tylko dla oka i ucha :wink:

Helevorn - 07-01-2006, 10:42

Mnie sie film bardzo podobal (choc to wcale nie oznacza ze bedzie kazdemu sie podobal). Mam sentyment do serialu "Opowiesci z Narni" dlatego wybralem sie do kina juz pierwszego dnia. Jesli chodzi o fabule to jest ona zdecydowanie dla dzieci. Z drugiej znow strony pare scen (te z wilkami, czy scena z Aslanem noca - nie bede dokladniej opisywal zeby nie spojlerowac) moze byc jednak troche zbyt strasznych dla tych najmniejszych dzieci. Jak ktos to wyzej ujal - na pewno jest to wspaniale widowisko dla oka i ucha. A bobry - genialnie zrobione (swietny dubbing).

W jednym zdaniu: film jest przeznaczony dla duzych dzieci, ktore maja wyobraznie i potrafia sie oderwac od naszego swiata do bajkowej krainy gdzie dobro triumfuje nad zlem....

BTW w paru momentach mialem wrazenie jakbym widzal watki z ekranizacji Wladcy Pierscieni

SPOJLER PONIZEJ

















Np. w scenie kiedy nasi bohaterowie uciekaja przed zaprzegiem, ktory pozniej okazuje sie zaprzegiem sw. Mikolaja, i chowaja sie w lesie pod jakims drzewem w takim dole... Identyczna scena tylko robakow brakowalo ;)

clegane - 07-01-2006, 10:49

*clegane cytuje spoiler ze świętym*

Też to spostrzegłam. Tylko, że nikt za nimi nie węszył :)
A i nie mieli pieczarek. :D

I jestem jeszcze pod wrażeniem kostiumów i charakteryzacji - szcególnie fryzura Czarownicy mi się podobała. Mam słabość do dreadów. :)

ZiG - 07-01-2006, 11:13

Ja także już oglądałem. Niestety nie mogę się wypowiedzieć na temat dubbingu, gdyż zasadniczo preferuje oglądanie filmów w oryginale i tak też OzN obejrzałem. Nie wiem też jak się ma film do książki czy serialu, gdyż tych po prost nie znam :) Mogę natomiast powiedzieć, że film oglądało mi się bardzo przyjemnie.

Do pójścia na OzN skusił mnie przede wszystkim trailer, na którym pokazano kawałek bitwy. I zasadniczo sceny bitwy były najlepszymi w filmie(i jeszcze ta muzyka...), choć innym też wiele do zarzucenia nie mam. Na pewno film jest też lepszy od nowego HP, ale wątpię, by (przynajmniej w naszym kraju) zdobył większą popularność...

clegane - 07-01-2006, 11:41

ZiG napisał/a:
Na pewno film jest też lepszy od nowego HP, ale wątpię, by (przynajmniej w naszym kraju) zdobył większą popularność...


Moim zdaniem moze byc wrecz przeciwnie.
Ludzie pojda na Narnie, bo to jedna z ksiazek, ktore czytali w dziecinstwie, w wielu przypadkach od Narnii wlasnie zaczynalo sie przygode z fantasy. Rodzice beda zabierac dzieci, bo to film o pewnym przeslaniu, nie 'durna bajeczka' jak HP. W HP nikt nie poswiecil zycia za nikogo i nikt potem nie zmartwychwstal, ukazujac tym sens poswiecenia.

Chyba, ze ludzie zniecheca sie, bo film zachwala kuria i biskupi :P

[Prosze wybaczyc, ale moja klawiatura odczynia dziwne rzeczy i nagle postanowila zabrac mi wszyskie polskie litery]

ZiG - 07-01-2006, 3:09

clegane napisał/a:
Chyba, ze ludzie zniecheca sie, bo film zachwala kuria i biskupi

...a poza tym krąży plota, że to jest be, bo to lektura dla dzieci z podstawówki. W każdym razie znajomkom ode mnie ze wsi cholernie trudno wytłumaczyć, że to jest dobry film... :|

Ney - 07-01-2006, 6:10

Byłam na Narnii wczoraj i niestety trochę się rozczarowałam. Trailer był zapierajacy dech w piersiach, a film wydawał się trochę nudnawy. Ale tylko trochę :mrgreen:
Bardzo dużo wymagałam od tej ekranizacji, bo w pamięci wciąż mam rewelacyjny serial z dzieciństwa. Jak byłam mała nawet namalowałam wielką głowę lwa i schowałam w pokoju za szafą, mając nadzieję, że to pozwoli mi przejść do Narnii ;)

Muzyka rzeczywiście świetna, bobry rewelacyjne, a czarownica niepokojąca w swej urodzie (niestety straciła na dubbingu, głos był według mnie źle podłożony). Bardzo też wizualnie podobały mi sie dzieciaki, szczególnie łucja, dużo lepsza od serialowej. No i Edmund - miałam w trakcie seansu dziwne skojarzenia, że własnie tak wyglądał Theon Greyjoy kiedy był mały :P
No i rewelacyjny był pościg wilków oraz czarownica w rydwanie zaprzężonym w niedzwiedzie :D

Nameless - 07-01-2006, 6:16

ZIG napisał/a:
Ja także już oglądałem. Niestety nie mogę się wypowiedzieć na temat dubbingu, gdyż zasadniczo preferuje oglądanie filmów w oryginale i tak też OzN obejrzałem.
ZIG, nie ukrywaj tego, po prostu na necie tydzien przed premierą trudno znaleźć film z polskim dubbingiem :wink: Ja oglądałęm to 2 tygodnie temu, w święta, bo wtedy dziewczyna "od znajomych dostała" :mrgreen:

Ney napisał/a:
No i Edmund - miałam w trakcie seansu dziwne skojarzenia, że własnie tak wyglądał Theon Greyjoy kiedy był mały
A wiesz że masz sporo racji? Można założyć że tak właśnie wyglądał :D
Novinha L. - 08-01-2006, 1:13

Mi się nawet bardzo podobało - były lepsze i gorsze momenty (na końcu ten ryk z szafy wybitnie kiczowaty, na przykład) ale film miał te kilka tekstów z książek (np. Aslan każący Piotrowi oczyścić miecz!!!) i wspaniały kasting... oczwiście obejrzałam w oryginale ;) Wspaniała Swinston, dzieciaki też się sprawiły. I popłakałam się dwa razy (ale ja w ogóle sentymentalna czasem bywam).

Edmunda lubiłam najbardziej, ale w filmie przebił go rewelacyjny - i przystojny - pan Tumnus. (zoofilia?) Miał taki ładny uśmiech...

I Alanis śpiewała przy napisach :)

Lambert - 09-01-2006, 1:20

Przyznam się bez łamania kołem, że Narnii nie czytałem, więc moje oczekiwania co do filmu były słabo sprecyzowane. Spodziewałem się pięknej, przesiąkniętej magią i wieloznaczną symboliką baśni, a dostałem przeciętny obraz, zalatujący miejscami kiczem.

Było w tym filmie kilka scen o wielkim potencjale dramaturgicznym (vide śmierć i zmartwychwstanie Aslana, sceny z Tildą Swinton i finalna bitwa), lecz nawet przyzwoitej dramaturgii w żadnej z nich nie uświadczyłem. A szkoda.

Dzieciaki trochę drażniące, co dziwne - szczególnie ta najbardziej wyrośnięta parka. Edmund, masz rację Ney, wygląda i zachowuje się jak Theon z dzieciństwa (z moich wyobrażeń, rzecz jasna). Najfajniejsza i najdojrzalsza jest w efekcie powyższego najmłodsza z rodzeństwa.

Uchachałem się za to po pachy, widząc - chyba świadome - nawiązania do Władcy Pierścieni. Ujęcie naszych bohaterów zmierzających po śniegu do siedziby Aslana, czy minotaur włażący przed bitwą na głaz i gestem uzbrojonej ręki nakazujący marsz oddziałom królowej, wzbudziły mój radosny rechot. Za to +1 dla filmu.

I jeszcze jeden plusik za muzykę. Gregson-Williams jak zwykle pokazuje klasę.

emer - 09-01-2006, 9:02

Niestety, bez rewelacji. o ile sentyment do serialu z dzieciństwa pozwoli mi ocenić ten film na jakieś 4-, to już każdy powyżej 12 roku życia kto nie czytał/nie oglądał tego wcześniej, będzie raczej rozczarowany. Ot, ładna bajka dla dzieci. Ani efektów, ani magii miejsca (a taki potencjał!). Niestety.
pzdr!

Anonymous - 09-01-2006, 11:30

pytanko: jak uważacie, czy chłopiec 5,5 roku może obejrzeć ten film ? Oglądał dwie pierwsze części Pottera i podobało mu się. Jest dość dojrzały emocjonalnie jak na swój wiek.
paladin - 09-01-2006, 11:36

Mnie się film autentycznie podobał. Nie chodzę do kina jakoś porażająco często, więc i smak mam mało wyrobiony, niemniej jednak bardzo się bałem, że mi zepsują jedną z ulubionych baśni.

Nie zepsuli. Nic nie było sprzeczne z moimi wyobrażeniami. No, może Profesora wyobrażałem sobie bardziej statecznego, ten rozwichrzony włos jakiś taki dziwny, i jednak powinni byli zostać przy tłumaczeniu "Turkish delight" na "ptasie mleczko". Dubbingu mi oszczędzono (uff...), wersja była z napisami.

Czarownica istotnie świetna, bobry rewelacyjne, dzieciaki też się sprawiły w miarę, a Lucy wręcz bardzo przyzwoicie. Nie wiedzieć czemu, widok dorosłego Piotra wzbudził w kinie duży aplauz (przewaga kobiet na sali?) ;-)

Nie wiem, czy pierwsza scena filmu była rzeczywiście konieczna, ciężko było od razu uwierzyć, że to "Narnia", a nie kolejny trailer.

Polecam, zwłaszcza tym, którzy tak jak ja nie znają się na kinie :-)

clegane - 09-01-2006, 12:39

bastard napisał/a:
pytanko: jak uważacie, czy chłopiec 5,5 roku może obejrzeć ten film ? Oglądał dwie pierwsze części Pottera i podobało mu się. Jest dość dojrzały emocjonalnie jak na swój wiek.


Myślę, że tak. Obok mnie podczas seansu siedział chłopczyk mniej więcej w tym samym wieku i skupiał się na filmie bardziej niż ja.

paladin napisał/a:
Nie wiedzieć czemu, widok dorosłego Piotra wzbudził w kinie duży aplauz (przewaga kobiet na sali?) ;)


Trafiłeś na sfeminizowany pokaz! Dziwne, bo kiedy ja byłam, panowała cisza. No, może oprócz okryzków moich i psiapsióły. Musiałysmy, po prostu musiałyśmy jakos zareagować. :P Hyhy.

Anonymous - 09-01-2006, 12:43

Jesli chodzi o skupienie, to w mojego synka nie wątpię. Zastanawiam się nad jakąś drastycznością scen np. ?
paladin - 09-01-2006, 12:46

@bastard: Sceny bardzo drastyczne nie są - dokładnie tak, jak w książce, powiedziałbym.

@clegane: to było wyjście duszpasterstwa akademickiego (300 osób walących ulicami Krakowa to jest to ;-) ), jest w nim istotnie większość kobiet, choć nie jakoś przytłaczająca. Coś w tym "musiałyśmy" rzeczywiście jest ;-)

Majkosz - 09-01-2006, 12:56

Hej.

Podobało mi się. Może bez owacyjnych okrzyków zachwytu, oklasków na stojąco i łez wzruszenia, ale i bez szczególnej przykrości. Miałem wobec ekranizacji bardzo wysokie wymagania, bo znam "Opowieści z Narni" prawie na pamięć, w dzieciństwie przeczytałem pierwszy tom, bo ja wiem, z piętnaście razy - ale mam za soba również zupełnie świadomą lekturę podczas studiów. I te oczekiwania zostały w znacznej części zaspokojone, choć nie bez pewnego "ale".

Jestem, ku zgorszeniu części z Was, wielkim fanem ekranizacji "Władcy Pierścieni", która jest wizjonerska, poetycka i fantastyczna adaptacyjnie. W "Lwie, czarownicy i starej szafie" brak zarówno wizjonerstwa, jak i poezji, a adaptacja jest poprawna, ale nic ponad to. Adamson nie pokazał mi Narni - krainy pełnej, kompletnej, ogromnej i pięknej, a tylko kilka pejzaży, urokliwych wprawdzie, ale nie noszących tego znamienia odrębności, jakim odznaczało się Śródziemie Jacksona. Przez cały czas nie mogłem pozbyć się wrażenia, że Narnia jest zmyślona, że to tylko dziecięce zabawy i fantazje. że nikomu nic nie grozi, bo wystarczy się odwrócić, by zobaczyć bezpieczny dom. Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Adamson zrezygnował z epickiego oddechu, którym odznacza się "Władca Pierścieni" (bo i powieść jest mniej epicka, niż LotR, narracaja jest bardzo mocno spersonalizowana), ale przeszkadzało mi to w odbiorze. Nie potrafiłem uwierzyć w Narnię.

Brakowało też dramaturgii. Być może trudno mi to oceniać, bo znam doskonale fabułę i wielokrotnie ją już przeżyłem, ale film wyprany był z napięcia. Nawet sceny najbardziej dramatyczne przebiegały bez uczuć - ofiara Aslana, bitwa nad Beruną (BTW, gdzie była Beruna, u licha?), ucieczka przed wilkami - wszystko to było na niby, jakieś takie - udawane.

Sądzę, że powodem, dla którego nie potrafiłem utożsamić się z fabułą, była słaba identyfikacja z bohaterami. Dzieciom, jakkolwiek grającym poprawnie, zabrakło charyzmy i charakteru, by wzbudzić sympatię (paradoksalnie, najbardziej wyrazistą postacią była... Zuzanna, w książce antypatyczna i pozbawiona właściwości). Nie uwierzyłem w męstwo Piotra, ani z zły charakter Edmunda - ani w dobre serce łucji. W wypadku tej ostatniej prędzej podejżewałbym głupotę. Bobry był tylko pluszakami. Nawet Aslan, choć bezdwóh zdań wspaniały (i mówiący głosem Liama Neesona, mniam!), ryczał zbyt dobrodusznie, by być dzikim, nieokiełznanym, dobrym, mądrym i niebezpiecznym - a nie starszym kolegą Kubusia Puchatka. Jedyną postacią dość charyzmatyczną, żeby mnie oczarować była... nie, nie Biała Czarownica (choć trzeba przyznać, że była fajna). Tą postacią był pan Tumnus. Doskonały.

Ale - film podobał mi się. Był nieźle, choć zbyt płasko, opowiedziany, miał śliczne zwierzęta, niezłe kostiumy, doskonałą muzykę i pewną kameralność w pierwszych scenach w Narni - kameralność, która bardzo mi odpowiada. Poza tym pozostaje nadzieja, że dalej będzie lepiej. Bo i "Lew, czarownica i stara szafa" to najsłabsza literacko część cyklu.

Już niedługo "Książę Kaspian". To będzie coś. :-)

serdeczne pozdrowienia!

folko - 09-01-2006, 8:32

Witam

W sumie to mój pierwszy post na tym forum i tak nie do końca związany z tematem Martina :-)
Z Narnią po raz pierwszy spotkałem się przeszło dwadzieścia lat temu, gdy byłem starszy od Jona Snow'a ;-) Po prostu w czasach mojego dzieciństwa takie książki nie wychodziły, a jeśli już wyszły to dostanie ich było równie proste jak zdobycie żelaznego tronu :-)
Od tamtego pierwszego spotkania powracałem do Narni nie raz. Ostatnio czytając Opowieści swoim dzieciom.
W sobotę całą rodziną udaliśmy się do kina.
Bałem się by film nie stracił z jednej strony baśniowej magi jaką miała książka, z drugiej chrześcijańskiego przekazu.
Na szczęście twórcom udało się zachować jedne i drugie.
Osobiście nie lubię ekranizacji, LOTR był ok, ale to nie książka, podobnie było teraz... ale jedno muszę powiedzieć. Film jest nakręcony sprawnie, dzieci (6 i 9lat) reagowały zgodnie z dramaturgią. Fakt że Klaudia (9l) skończyła czytać Lwa, czarownicę i starą szafę tydzień wcześniej, jeszcze pogłębił jej przeżycie.
Film adresowany jest do dzieci z przedziału od 6 (o ile nie wystraszą się w kilku momentach) do kilkunastu (13?) lat. Dla starszych tak o ile akceptują swoją dziecinność - jak ja np. :-)
To nie jest czyste fantasy, bo nie może takie być, to magiczna baśń... a porównywanie jej np. z Władcą jest chybione.
Byłem z wiadomych przyczyn na wersji z dubbingiem... co powiecie na Mikołaja ??

I ostatnie zdanie. Zarówno po LOTR i N wiem jedno, niechciałbym ekranizacji GOT i kolejnych części sagi.

Pozdrawiam wszystkich miłośników Ognia i Lodu

Novinha L. - 09-01-2006, 8:52

O tak, Książę Kaspian! Uwielbiam Kaspiana. I moje ukochane "Srebrne Krzesło" z Wijem Błotosmętkiem, miłością mego dzieciństwa ;)

Trudno się z Tobą, Majkosz, nie zgodzić. Bo film był momentami płaski i na pewno nie "Władca Pierścieni". Wizja. Ale jednak naprawdę dobra ilustracja powieści. Coś, co po wyjściu z kina pozwala zignorować mróz i dojść do domu z takim miłym uczuciem w tym miejscu, gdzie u niektórych bywa serce ;)

I zgadzam się z Tobą co do pana Tumnusa. A już się bałam że oślepiają mnie hormony :mrgreen:

Pelle - 10-01-2006, 12:11

A mnie się podobało i wyjątkowo nie miałam prawie żadnych zastrzeżeń, a zwykle czepiam się ekranizacji jak mało kto. (Na PJowskim LoTRze nie zostawiłam suchej nitki, chociaż kocham te filmy).
A Narnia mnie oczarowała - zdjęciami, muzyką, castingiem, niesamowicie animowanymi zwierzętami, które wręcz powaliły mnie na kolana. Owszem, do Władcy Pierścieni temu filmowi daleko, ale on wcale z Władcą w szranki stawać nie zamierzał. I dzięki temu mamy piękną, naprawdę piękną baśń z wartościowym przesłaniem.
Mnie się nie tylko z LOTRem różne sceny kojarzyły - wyobraźcie sobie, że siedziałam obok dwóch znajomych miłośników Martina, którzy zawsze, jak pokazywali sztandary Aslana, rozglądali się za Tywinem i Jaime'm... :lol: :lol:

clegane - 10-01-2006, 8:34

Pelle napisał/a:
Mnie się nie tylko z LOTRem różne sceny kojarzyły - wyobraźcie sobie, że siedziałam obok dwóch znajomych miłośników Martina, którzy zawsze, jak pokazywali sztandary Aslana, rozglądali się za Tywinem i Jaime'm...


A moja psiapsióła w pewnym momencie zaczęła cytować lorda łasicę z jego "Złote to, złote tamto, lwy tu, lwy tam..."

Kojarzenie dwóch różnych autorów to straszna rzecz.
Wesołosc gwarantowana. :D

I dziwię sie cały czas, że ludzie nas upominali. Co więcej pani obok nawet śmiała się z nami. Lub z nas. Whatever.

:)

Ney - 11-01-2006, 1:52

Mój chłopak, który na Martinie uczy sie polskiego (stwierdził, że nie ma innego wyjscia i musi poznac swojego glownego rywala - narzeka, że nie mam dla niego czasu, bo czytam PLiO, a w rozmowach telefonicznych ciagle sie emocjonuje, że kogoś zabili/wskrzesili/porwali/uwolnili/ozenili/wydali za maz :P ), powoli zostaje zarazony moją manią.
Rzecz się dzieje podczas seansu Narnii, kiedy to widać armię Aslana i Piotra ze złotym lwem na piersi:
ja: Zwróciłes uwagę, że...
on: Tak, tak, vim - Lannisterowie. Ty jsi opravdu blazen. To bude... głupek? Jesteś głupek!
ja: Sam jesteś głupek. Chciałam powiedzieć, że centaury mają jakieś dziwne uszy.

:P

Qhorin Półręki - 14-01-2006, 11:32

Film mi się podobał, ale szczerze mówiąc chyba oczekiwałem czegoś innego, czegoś... lepszego. Chyba nastawiałem się na coś władcopodobnego (czyli coś bardziej poważnego), ale to z góry złe nastawienie, w końcu Narnia to bajka. Postacie dzieci zagrane jakoś tak bezpłciowo (poza łucją, która wypadła bardzo fajnie moim zdaniem, pasowała idealnie do bajkowego klimatu filmu), końcowa bitwa kiepska, no i ten Aslan jakiś taki nijaki. Bardzo duży plus należy się za prawie 100% oddanie wersji książkowej. Kolejny plus za ścieżkę dźwiękową, bardzo dobra. Na temat dubbingu polskiego nic nie powiem, bo wolałem obejrzeć wersję z napisami. Mogło być lepiej, ale i tak jestem zadowolony. :)
SemiVowel - 15-01-2006, 12:07

A ja zostałam skrzywdzona wersją z polskim dubbingiem... Litości, nigdy więcej, niby wiedziałam, że po dubbng niczego dobrego nie można się spodziewać, ale grali tylko taką wersję, a bardzo chciałam zobaczyć... Uch, muślałam, że zaraz zabiję łucję, byle tylko nie słyszeć tych jej pisków, makabra.
Generalnie film mi się podobał, ale nie było to moje wyobrażenie, zabrakło głębi i atmosfery, Aslan nie miał w sobie tego majestatu, dzieci momentami wyszły antypatycznie (zwłaszcza Zuzanna, w książce była... przyjemna?), zabrakło też jakiejś grozy tej zimy, sama nie wiem. Podobał mi się Tumnus, centaury, a największe wrażenie zrobiła muzyka - prze-pięk-na!!!

Qhorin Półręki - 15-01-2006, 12:13

Zgadzam się. O ile w książkowej wersji Zuzanna była sympatyczną postacią to w filmie jest bardzo denerwująca. Tumnus świetny, no i jak pisałem wcześniej łucja. Bardzo mi się podobała. Co do wszelakich 'potworków', bo o tym zapomniałem - centaury rzeczywiście świetne, no i feniks rewelacyjny. :) A co do polskiego dubbingu - podobno Kowalewski był świetny jako Pan Bóbr, to prawda?
clegane - 15-01-2006, 12:35

Qhorin Półręki napisał/a:
A co do polskiego dubbingu - podobno Kowalewski był świetny jako Pan Bóbr, to prawda?


Amen. :D
Właściwie najlepszy dubbing w całym filmie. No i żona pana Bobra.

I czy tylko ja odnosze takie wrażenie, że kiedy mówił on "ja i Borsuk" to tak, jakby w normalnym świecie powiedział "ja i szwagier"? ;)

Chciałabym usłyszeć Czarownicę w wersji oryginalnej. Ehmmm.

Piecyk - 15-01-2006, 12:26

Mnie się też niektóre sceny strasznie z Władcą kojarzyły, z niewymienonych, to np. miecz Czarownicy, który w pewnym momencie zostaje przełamany.
Poza tym niektóre sceny były naprawdę... no, ładne.

Rozumiem zamierzenia filmu i szanuję jego bajkowość. Lubię bajki, ale tylko do pewnego stopnia. żeby coś uwielbiać musi być coś więcej :].
Dla mnie Narnia to właśnie taka bajka, miła dla obejrzenia, jednak osobiście poza owymi kilkoma fajnymi scenami i miłym, nierealnym klimacie, nie wyciągnąłem więcej.

żeby mnie źle nie zrozumieć - podobało mi się. Niestety, tylko tyle.

Novinha L. - 17-01-2006, 1:43

I tylko tak nawiasem, także a propos King Konga - zauważyliście obsesję eyelinera?
Centaury z eyelinerem...

*Dies*

Zuzanna nawet mi się podobała. Ale Edmund rządzi. W książce zresztą też :)

vortex - 19-01-2006, 11:17

Ja z filmu miałem jedynie polewke, był tak płytki i tandetny że sie oglądać nie chciało. Wątki niedorozwiniete, dramatyzmu brak, świata też brak bo Narnia w ogóle nie jest pokazana poza paroma obrazkami w tle, w sumie włazimy w sam środek wojny i nie wiadomo w sumie kto z kim i dlaczego, najlepiej rzucić miecz i wyjść z szafy bo po co? Wielkie możliwości ale tak beznadziejnie wykorzystane.

- Ta starsza (Zuzanna?) strasznie mnie denerwowała, zachowywała sie jak toksyczna matka która o wszystko obwinia męża (tutaj mogła tylko brata), łaziła tylko i narzekała, a kiedy pod koniec wystrzeliła z łuku aż miałem ochote powiedzieć "wreszcie go użyła"
- Piotr w sumie był nijaki, i rozbrajał mnie sposób w jaki używał miecza, podczas pojedynku z wilkiem powiedziałem do kolegi "niech ktoś mu powie że z miecza sie nie strzela!"
- Edmund, kompletnie nie umiał zagrać zdrady, nie czuć przyczyn ani skutków, przeszło bez echa, postać płytka
- łucja, w sumie najlepsza z rodzeństwa, nawet sie nie przyczepie, niedociągniecia można tłumaczyć wiekiem
- Lew... znaczy sie chyba owca? :P
- Czarownica, tia, w sumie jedna z lepszych postaci, ale szkoda że tak jaskrawo zła. Fajnie walczyła dwoma mieczami
- Borsuk, w sumie najlepsza postać w filmie, przynajmniej na początku jak sie załamuje nad nieświadomością rodzeństwa
- Tomnus, ze swoim szalikiem, postać bez wyrazu
- ten kapitan centaurów, mieli potencjał zrobić z niego niezłą postać... schrzanili :P

Pojedynek z wilkiem, litości toż to wilk popełnił samobójstwo, a potem tekst lwa o piotrze pogromcy wilków mój kolega skwintował "dobrze że nie królików"

Niedzwiedzie, fajny chwyt reklamowy, widać je było przez kilka sekund w sumie :]

Bitwa, wyglądała komicznie, pare fajnych scenek i nic poza tym, a i możliwe że przysnałem na chwile bo jakoś miałem wrażenie że wojska Czarownicy mialy przewage liczebną a po jej śmierci jakoś znikneły? a i jeszcze kropeli uzdrowień, Lwa podobno by nie ożywiły a łucja jakoś zaczeła biegać i ożywiać poległych (no to mogłi być nieprzytomni ranni wiec sie nie upieram)

A przy koronacji jak Edmund dostał przydomek "sprawiedliwy" to padło stwierdzenie "nie no, istny PIS", potem "jeszcze brakuje Leppera na wicepremiera"

podsumowując, jako film dla dzieci może i ujdzie ale dla starszych to samo dno :/ ale przynajmniej ubaw miałem

bardziej mi sie podobał trailer ze stepującymi pingwinami :] albo ice age 2 z nieśmiertelnym wiewiórem polującym na orzecha :]

Tscharna - 23-01-2006, 10:10

Mnie film zafascynował osobiście. Nie jestem zwolennikiem podejścia prezentowanego najczęściej przez Ausira pt "W książce było inaczej", uważam, że film to film, książka to książka i rozpatrywać należy też inaczej.
Najbardziej podobała mi się bitwa, zwłaszcza te kilka sekund przed bezpośrednim starciem, gdzie wszystkie dźwięki były wyciszone i słychać było tylko bicie serc...

Majkosz - 28-01-2006, 6:46

Hejhej!

vortex napisał/a:
Ja z filmu miałem jedynie polewke, był tak płytki i tandetny że sie oglądać nie chciało (...) podsumowując, jako film dla dzieci może i ujdzie ale dla starszych to samo dno :/


W dedykacji do "Lwa, czarownicy i starej szafy" LC Lewis napisał:

"...nie zdawałem sobie sprawy, że dziewczynki rosna szybciej, niż książki. W rezultacie jesteś już za stara na bajki, a kiedy tę książkę wydrukują i oprawią, będziesz jeszcze starsza. Ale pewnego dnia będziesz dostatecznie stara, aby znów do bajek wrócić."

Co jako komentarz dla pewnego nurtu tej krytyki wystarczy. I to komentarz wcale nie uszczypliwy - to tylko obserwacja. :-)

pozdrowienia serdeczne.

Torto - 28-01-2006, 7:10

Ja byłem na wersji z napisami i bogu dziękuje, a fil jako bajka całkiem mi sie podobał i tak go właśnie traktuje. Jedno co mnie bardzo raziło tom kiepsko podłożone fototapety, przy takim budżecie mogli sie troche postarać.

Jescze jedno, nawiązania do władcy pierścieni nie są chyba najwłaściwsze, to dwa różne filmy, choc może wydawać się inaczej.

Szept - 30-01-2006, 6:12

A jak dla mnie tam się za szybko wszystko działo. Ledwo weszli do szafy a tu już bitwa. W serialu chociaż mniej widowiskowo ale jednak ciekaowiej się ogladało. No chociaż to może też kwestia wieku była.
Anonymous - 02-02-2006, 8:29

Byłem, na wersji dubbingowanej, z moim maluchem. Mnie się podobało, nawet się nie nudziłem, bardzo podobały mi się wilki, czarownica, bitwa i wiele innych rzeczy. Mojego syna bajka urzekła. Jak zabili Aslana, to się normalnie popłakał i pytał, czy jak wygrają bitwę, to Aslan odżyje... Bardzo fajna bajka, przede wszystkim dla dzieci,ale dorosły też da radę. Dubbing oceniam wysoko, był naprawdę dobrze zrobiony. Uderzyła mnie jedna rzecz - przynajmniej w dwóch przypdkach dobierając glos kierowano się chyba podobieństwem aktorów - Mikołaj - Franciszek Pieczka i generał centaur - Maciej Kozłowski.
Generalnie pozytywnie, zobaczymy co będzie dalej :)

Lord Sidious - 03-02-2006, 7:01

W sumie byłem na filmie w kinie 4 razy, w tym raz na dubbingu.
Ja oceniam film dobrze na 9,5/10 , a w recenzji przepraszam za wszystki spoilery i to dość mocne, do całej Narnii i jej poznawania, jak ktoś nie przeczytał, to może niech sobie moją reckę daruje, bo nie warto sobie psuć odkrywania niesamowitych smaczków Narnii.

Muszę przyznać, że początkowo słysząć o nowej ekranizacji Narnii i to jeszcze w reżyseri Andrew Adamsona, reżysera Shreka, który także był ekranizacją, fajną, acz wolałbym nie wiedzieć czy udaną, pod względem zgodności. Chyba najlepszą odpowiedzią na to pytanie jest fakt, że do filmu wydano nową książkę, zgodną z filmowym obrazem, a nie pierwowzorem. Wtedy ani Narnia nie robiła na mnie wrażenia, ani nie wierzyłem w reżysera, a Shrek 2, jeszcze te wątpliwości namnożył. Właściwie wtedy liczyłem na coś, co byłoby pokłosiem po "Władcy Pierścieni" "artysty" Jacksona, innej ekranizacji, lecz w przeciwieństwie do Shreka żerujacej na oryginale, bez odwagi ze stronu twórców na zerwanie z nim. Narnia jako film fantasy dostała od swych producentów spory kredyt zaufania, w postaci budżetu, ale ten kredyt wzmocnił niejako nie fakt, że fantasy akurat jest na topie, a Mel Gibson. Choć nie bezpośrednio, to sukces "Pasji" i kina mocno osadzonego w religii, niespodziewany i wielki sukces, który nagle z jakiś powodów zaczął napawać twórców Narnii jakimiś dziwnymi dobrymi przeczuciami.

I to mnie zaczęło zastanawiać. Bo oczywiście, sam Narnii nie znałem, aż do tamtego roku, przynajmniej w wersji książkowej. Jedynie jakieś serialowe pokłosie, w którym było przede wszystkim o szafie i niesamowitych stworach. W mojej pamięci pozostał obraz baśni, miłej, acz niewiele wnoszącej. Z biografii Tolkiena wiedziałem też o jego
przyjacielu C.S. Lewisie i historii jego nawrócenia, człowieka który urodził się jako anglikanin, ale właściwie w dorosłe życie wszedł bez wiary, wrecz nawet ją zwalczał. Jednak pod wpływem profesora, coś w nim drgnęło i powrócił na łono wiary stając się jednym z ważniejszych publicystów anglikańskich. Wiedziałem, że w "Narnii" są pewne odniesienia do wiary, lecz nie miałem pojęcia jakie i w jakim stopniu. Gdy w końcu zabrałem się za lekturę Narnii zaczęła mnie ona wciągać i zaczęły rodzić się pytania, w tym najważniejsze kim jest Aslan? I choć wśród jednej z myśli pojawiła się odpowieć "Chrystusem" to jednak potrzebowałem lektur kolejnych tomów, by nabrać tej pewności, że Aslan jest Bogiem. Wątek religijny, zarówno mocno symboliczny, jak i miejscami wręcz aluzyjny (Lilith, Świety Mikołaj, Boże Narodzenie, synowie Adama i córki Ewy). To wszystko składało się na niesamowity klimat opowieści, który całkowicie pobiła "Ostatnia bitwa", która jest dla mnie swoistym arcydziełem. Bałem się, czy wątek religijny, tak ważny dla Narnii nie zginie w hollywoodzkiej wersji.

Z czasem jeszcze mój apetyt zaostrzyły zwiastuny z fenomenalną muzyką, szkoda, że nie z tego filmu. Teraz nadszedł czas, gdy filmowa Narnia mierzy się z moimi oczekiwaniami, które z pewnością były wygórowane.

Film Adamsona na szczęście wychodzi obronną ręką, a pewne elementy, które budziły moje wątpliwości w zwiastunie zostały doskonale ujęte w filmie, czyli profesor Digory, który wbrew słowom pani MacReady, wcale nie okazuje się być stetryczałym dziadkiem, a pogodnym staruszkiem. A film, trzeba mu przyznać jedno, jest bardzo wierny oryginałowi, tak wierny jak chciałbym widzieć "Władcę". Fakt znajdują się w nim zmiany, choć więcej jest rozszeżeń niż zmian. Na pewno nie wszystko mogło pojawić się w filmie, jak choćby Lilith - ale to mnie akurat nie dziwi, to piękny motyw, ale powinien się on znaleźć w komentarzach reżyserskich, a nie w filmie, bo to zaledwie jedno zdanie w książce. Druga sprawa to fakt, że Lewis gdy pisał tę powieść, pisał ją dla mu współczesnych, którzy mieli jeszcze w pamięci II Wojnę Światową i pewne zdarzenia jak Ewakuacja Londyńskich Dzieci. W książce są one właściwie pominięte, ale dziś czytelnik, ani widz o nich właściwie nic nie wie, stąd to moim zdaniem rozszeżenia dobre. Mało tego, twórcy filmu postawili sobie chyba za punkt honoru, odtworzenie realiów tamtej epoki, stąd chyba też inny strój świętego Mikołaja. Jak niepowszechnie wiadomo obecny wizerunek Mikołaja w czerwonym stroju tak na prawdę rodził się w latach 20. i 30. ubiegłego stulecia w USA, stąd w filmie pojawia się on w bardziej tradycyjnym stroju. Zresztą, co tu dużo mówić, ale nawet w Polsce, starsi pewnie jeszcze pamiętają, w latach 80. Mikołaj paradował przede wszystkim w stoju biskupa, a nie tym, co znamy dziś. Mnie ten zabieg stylistyczny się bardzo podobał, nie wiem, na ile jest on zgodny z wersją Lewisa, bo opisy w Narnii są dość skąpe, a że u Polkowskiego znalazło się zdanie o czerwonym płaszczu, to nie znaczy, że dokładnie to samo brzmienie było w oryginale. Tym bardziej, że Polkowski podobnie jak łoziński, czy Syrzycki lubi czasem ulokalnić klimat opowieści, niż oddać wiernie tekst źródłowy. Niektóre wydłużenia są już moim zdaniem mniej potrzebne, ale zazwyczaj i tak doprowadzają do tego, co było w oryginale. Tu mowa choćby o wydarzeniu z panią MacReady, które spowodowało, że wszystkie dzieci weszły razem do szafy.

Kolejną ważną sprawą w rozszeżeniach jest bitwa, zdecydowanie wydłużona względem oryginału, acz udowadniajaca jak uważnymi czytelnikami byli scenarzyści. Prawdę mówiąc jak już wróciłęm po seansie do domu, to musiałem sprawdzić parę rzeczy, bo astanawiałem się, na ile sobie pododawali, a na ile trzymali się faktów. No i okazało się, że nawet w bitwie, jest wiele rzeczy, które pojawiają się nie przy opisie jej samej, a raczej są wspomniane mimochodem później. Każdy taki szczegół został wychwycony i na ich podstawie zbudowano obraz bitwy i scenariusz. Dla mnie to się nazywa ekranizacja, to mistrzostwo świata, tak właśnie powinno się ekranizować filmy, ze zrozumieniem oryginału, a tu jest ono bardzo widoczne.

Wrócę jednak jeszcze do kwestii religijnej, jak pisałem bałem się o to, na szczęście i tę kwestię potraktowano należycie, a nawet rozszeżono. Wspomniałem wcześniej o Chrystusie, nie bez celu. W filmie pada jedno zdanie z ust Aslana, którego nie ma w ksiażce. W momencie gdy pokonuje on Jadis, mówi "Wykonało się.". To piękny i wspaniały cytat z Jezusa Chrystusa, umierającego na krzyżu. Cieszę się, że wbrew ogólnej modzie i tendencji, ekipa Adamsona nie zawahała się podkreślić wątku religijnego.

Wykonanie Narnii jest bardzo klimatyczne, ale sama powieść do długich nie należy, więc faktycznie film mógł pokazać więcej szczegółów, wejść w głąb postaci, choć niektórym, zwłaszcza nie znającym oryginału, może się wydać miejscami nudny. Ja się nie nudziłem, wczułem się w niesamowity klimat tego filmu, choć oczywiście jeśli chodzi o wykonanie, to miejscami miałem pewne wątpliwości. Oczywiście zdaję sobię sprawę z tego, że oczekujący wielkiej bitwy będą zawiedzeni, dla mnie ta bitwa i tak była dość długa (jak na realia Narnii), no i pięknie, bo bezkrwawo zrealizowana.

Niestety trochę gorzej jest już z efektami. Pierwszy z nich to nieszczęsny lisek, nie wiem, był całkiem fajnie zanimowany, ale poza pyszczkiem, który na lisi nie wyglądał. Reszta zwierząt mi się podobała, choć i tak najbardziej z wszystkich stworzeń podobały mnie się minotaury i kobiety centaurów . No i jeszcze nakładanie obrazów na blue screeeny, cóż, całe lata za resztą.

Druga słaba sprawa to muzyka, do niej mam niestety więcej zastrzeżeń. Fakt, są piękne motywy, jak choćby ten Aslana, czy przede wszystkim gra Tumnusa, ale ogólnie niestety porywająca nie była, a smętne piosenki mnie niestety drażniły. Oczywiście jest kilka fenomenalnych i klimatycznych utworów, ale niestety zabrakło mi w filmowej muzycej jednego wyrównanego poziomu. Chyba jestem tradycjonalistą pod tym względem, albo po prostu nie lubię muzyki pop. Prawda jest taka, że muzyka, która przewija się w zwiastunach, była dla mnie o wiele bardziej klimatyczna, niż to co, dostałem w filmie. Tu jeszcze mam poważne zastrzeżenie o podkładzie muzycznym w scenie ofiarowania się Aslana, a dokładniej właściwie jego braku. Muzyka ogólnie jest mocno stonowana, jakby autorzy bali się, że zacznie żyć własnym życiem. Prawdę mówiąc lepiej byłoby, gdyby zamiast tej w miarę typowej muzyki filmowej z elementami popu, wrzucić w to miejscę muzykę Narnijską, bo to ona była najbardziej klimatyczna. No i jest to jedna z nielicznych moich płyt CD, w których nie jestem w stanie dosłuchać jej do końca. Ostatnie piosenki strasznie mnie irytują.

Dodatkowo w wersji oryginalej można posłuchać Liama Neesona, który chyba jest stworzony, by odgrywać głos Aslana, trudno sobie wyobrazić innego mistrza w tej roli. A role dzieci, jak i kreacja wspaniałej Tildy Swinton, są zagrane z taką gracją i wyczuciem, że ogląda się to na prawdę przyjmnie, i choć sam za dziećmi nie przepadam, żeby nie powiedzieć, iż mnie irytują, to tym razem mimo ich psotnego charakteru, mogłem śmiało im kibicować. A to jest chyba najważniejsze.

Generalnie muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony z tej ekranizacji w takiej wersji. Wspaniale było zobaczyć fenomenalnie stworzone fauny, centaury, gryfy i maśe innych stworzeń, pięknie zrealizowane gadające zwierzęta. Choć oczywiście i tu znalazłby się rzeczy, które można by poprawić (np. nieszczęsny lisek czy cyklopy). Ogólnie martwi mnie tylko fakt, że w najlepszym przypadku, na kolejną część będzie trzeba czekać 2 lata, a co za tym idzie, na koniec tej opowieści 12 lat. Mam jednak nadzieję, że kolejne części będą zrobione w ten sam sposób. Fakt, z pewnością do wielu kwesti można by podejść inaczej, choćby zacząć kręcić filmy chronologicznie i nie wszystkie rozszeżenia mi się podobały, ale generalnie wciąż jestem zadowolony. I zastanawiam się, czy autor C.S. Lewis byłby zadowolony. Może
też nie wpełni, ale myślę, że tak. A już na pewno nie odciałby się stanowczo od filmu, jak to zrobił spadkobierca i powiernik J.R.R. Tolkiena - Christopher Tolkien z ekranizacją "Władcy" wg Jacksona. Mam nadzieję, że Adamsonowi uda się utrzymać wyznaczony kierunek i jeszcze bardziej cichą nadzieję, że w końcu doczekam się ekranizacji dzieł Tolkiena na takim poziomie, jak zekranizowano Narnię.

Przyznam szczerze, że ten film jest po prostu genialny, nie rzuca na kolana, ale fenomenalnie oddaje fantastyczny kilmat Narnii i jej pierwszego tomu, który we mnie jako czytelniku pozostawił pełen niedosyt. Tak i jest tutaj. Pozostaje mi z niecierpliwością czekać na "Księcia Kaspiana".

A i jeszcze jedna uwaga a propos dubbingu. Przede wszystkim, tłumaczenie jest kompletnie inne, niż to napisowe. Ale najważniejsza sprawa jest taka, że jest "Shrekowate", czyli innymi słowy nici z wierności. Ma to swoje plusy i minusy. Minusem na pewno jest ułagodzenie pewnych dogryzań między bobrami, ale plusem jest sam Bóbr. Krzysztof Kowalewski w tej roli po prostu rządzi, co tu dużo mówić, jest z pewnością lepszy niż w oryginale. Poza tym dubbing w większości jest poprawny - sztucznie wygląda tylko scena z mianowaniem Piotra na rycerza , no i polityczny język, sugerujący reżim Jadis - śmiesznie to trochę wygląda, ale nadaje klimatu zrozumiałego dla starszych widzów w Polsce.
To, co było najtrudniejsze do zrobienia, to zdubingowanie dzieci. I tu niestety, co tu dużo mówić, aktorzy nie byli w stanie dorównać oryginałowi. Znajomi, którzy nie widzieli wersji z napisami, twierdzili, że tylko łucja była dobrze zrobiona, no i faktycznie była, ale w porównaniu z oryginałem...
Jednak na wersji DVD warto będzie od czasu do czasu zobaczyć Kowalewskiego jako Bobra .

Podsumowując, trudno mi oceniać Narnię jako film, gdy sięgnęłem po powieść, acz było to wiele lat po serialu, kiedy już miałem swoje lata, zrobiła ona na mnie olbrzymie wrażenie, nie ze względu na sposób pisania, czy historię, ale ze względu na swoją biblijność. Uważam, że filmowa Narnia zachowała zarówno tę część oryginału, jak i przede wszystkim klimat prostej baśni, w której można ujrzeć coś więcej. Film pozwolił mi na znalezienie jeszcze kolejnych, z pozoru niedostrzeżonych, bo nazbyt oczywistych, smaczków w odnieseniu do Ewangelii - jak choćby kobiet (łucja i Zuzanna) wartujących przy ciele Aslana. Na pewno zawiodą się Ci, którzy oczekują widowiska, zupełnie bez kszty sensu jak to bywa w filmach Petera Jacksona, bo Narnia jest z jednej strony zbyt ułagodzona, z drugiej zbyt powolna. Ale mnie ten film totalnie zabił. W sumie dopiero minął pierwszy miesiąc tego roku, a już widziałem dwa fenomenalne filmy - Narnię i Monachium. Zastanawiam się co będzie dalej.

(btw - znów ten tekst acz w trochę wcześniejszej formie, można znaleźć w kilku innych miejscach w sieci :) ).



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group